Etykiety

piątek, 2 grudnia 2016

2. O Kocie Palaczu

Zacząłem się niecierpliwić. Przebierałem palcami i skubałem rąbek serwetki. Tymczasem gość sięgnął po herbatę. Uniósł filiżankę i trzymał ją przez chwilę tuż przed sobą. Miałem wrażenie, jakby się jej przyglądał i analizował inkrustacje, liczył draśnięcia na jej powierzchni, mnożył w pamięci ogromne cyfry, rozdzielał batikowe kolory, ba!, wyglądało to tak, jakby kontemplował tryptyk Hieronima Boscha, lecz w końcu stwierdziłem, że zastanawia się nad tym, jak ma się napić nie mając ust.
Nagle coś zaszeleściło i odwróciło moją uwagę. Leon wyciągnął zza siebie dużą czekoladę i zaczął szarpać celofan, w którym była zawinięta. Odrzucił na bok folię, chwycił tabliczkę w obie łapy i zaczął ją łapczywie pożerać.
- Kochane kocisko! Jakie głodne! - zaśmiał się Człowiek Bez Głowy.
Wolną ręką odpiął górny guzik swojej koszuli, następnie rozchylił kołnierzyk i sprawnym ruchem wlał do środka siebie całą zawartość filiżanki. Zamurowało mnie. Z wrażenia powietrze ugrzęzło mi w płucach i nie mogło wyjść na zewnątrz. Nie pamiętam nawet, o czym wtedy myślałem, ale wiedziałem jedno - albo jestem kompletnie pijany, albo śpię snem nieprzeniknionym, albo uderzyłem się w głowę i z tego powodu mam kosmiczne halucynacje.
- Żadna z tych możliwości - powiedział po chwili i założył nogę na nogę.
- Zatem co? - Zapytałem nieśmiało.
- To się dzieje naprawdę! Jestem prawdziwy tak samo, jak prawdziwy jest Leon. Prawda? - Zwrócił się do kota, który oblizywał łapy uwalane aż po łokcie roztopioną czekoladą.
- Skoro tak, to za chwilę otworzę drzwi i wykopię Leona na chodnik, jeśli nie posprząta po sobie tego! - Uniosłem się z fotela i wskazałem na kocią kupę w kącie pokoju. Jednak, ku mojemu nagłemu zaskoczeniu, nic tam nie było - podłoga lśniła jak poprzednio. Spojrzałem na kota. Patrzył na mnie i tak jakby czekał na mój następny krok lub na to, co jeszcze mogę powiedzieć. Śmiał się ze mnie. Czułem to.
- Biedaczek! Zdenerwował się! - Człowiek Bez Głowy nachylił się w stronę zwierzęcia. Chciał go pogłaskać, lecz kot fuknął na niego i nastroszył rudą sierść.
- Leonie! Bez fochów proszę! Jesteśmy w gościach! - Skarcił kota, a po chwili wyjął z marynarki srebrną papierośnicę i podał kotu skręta.
- Czy on będzie... - nie zdołałem skończyć pytania.
- Tak! On tak lubi! - Człowiek Bez Głowy wrócił na swoje miejsce, a Leon pogrążył się w kłębach siwego dymu.
- Zatem teraz możemy porozmawiać - zwrócił się do mnie.
- O czym chce pan ze mną rozmawiać? Nie znamy się przecież! - Zaoponowałem.
- Może ty mnie nie znasz, ale za to ja ciebie znam! - Nieco nachylił się w moją stronę.
- Nie wierzę!
Przełożył nogę na drugą nogę.
- Zanim przejdziemy do konkretów, opowiem ci moją historię - Człowiek Bez Głowy zapalił cygaro i wygodnie oparł się o zagłówek fotela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz