Etykiety

piątek, 2 grudnia 2016

1. O człowieku bez Głowy

W nocy przyszedł do mnie Człowiek Bez Głowy. Zapukał w okiennicę i wszedł do środka. Rozejrzał się po pokoju i usiadł w fotelu. Powoli odwinął szal i złożył go obok siebie. Machnął ręką, jakby chciał odgonić upartą muchę, a potem eleganckim ruchem przeczesał niewidzialne włosy.
- Czym mogę panu służyć? - Zapytałem.
- Napiłbym się herbaty.
- Jest tylko kawa. Mielona. Chyba brazylijska. - Odpowiedziałem mu.
- A herbata zielona?
- Tylko kawa.
- A czerwona afrykańska? Z ostrokrzewu? - Naciskał.
- Nie.
- Cytrynowa? Malinowa? Morelowa?
- Tylko kawa. Mielona. Brazylijska. - Trochę się już niecierpliwiłem.
- Ach! To poproszę tę angielską. Earl Grey. Proszę dodać trochę mleka. - Wzruszył ramionami i oparł się o zagłówek.
Zaskoczył mnie. Poszedłem do kuchni i wstawiłem wodę na gaz. "Skąd wiedział, że w pudełku została ostatnia saszetka?", pomyślałem i zapatrzyłem się we wrzącą wodę.
Gdy wróciłem do pokoju, na jego kolanach siedział rudy kot. Sierść zwierzęcia płonęła czerwienią i różnymi odcieniami pomarańczy. Wbił we mnie żółte ślepia i prychnął. Ostrożnie postawiłem filiżankę na stoliku i usiadłem naprzeciwko. Ukradkiem zerkałem na niego i zastanawiałem się, kim ów Człowiek jest i skąd się wziął ten straszny kot.
- Wyszedł spod łóżka - odezwał się nieznajomy.
- Słucham?
- Kot wyszedł spod łóżka. - Powtórzył.
- To pan go tu przyniósł? - Zapytałem.
- Wskoczył mi na kolana i zaczął się łasić - powiedział nie zwracając uwagi na moje pytanie.
- To nie jest mój kot! - Uniosłem nieco głos.
- A czyj?
Patrzyłem na niego szeroko otwartymi oczyma. Próbowałem poukładać swe myśli, lecz ciągle w głowie kołatała jedna: czyj jest rudy kot? Zupełnie pominąłem fakt istnienia Człowieka Bez Głowy. Nawet nie zwróciłem uwagi na to, że jest w jakiś sposób wybrakowany, nie zainteresował mnie nawet cel jego wizyty. Intrygowało mnie to dziwne zwierzę, od którego nie mogłem oderwać oczu. W pewnym momencie kot zeskoczył na dywan i majestatycznie podszedł do komody. Kręcił się tam, wąchał, drapał łapką, a w końcu się wypiął i zrobił na parkiecie wielką kupę. Z wrażenia rozchyliłem usta, a kot w tym czasie dumnie wrócił na swoje miejsce.
- A to ładna historia! - Człowiek Bez Głowy klasnął w dłonie.
Miałem chęć wyrzucić ich za drzwi, lecz zaniemówiłem w wyniku doznanego szoku.
- Trzeba mu to wybaczyć - odezwał się mój gość. - Leon jest chory od wielu lat. Ma wrzody na żołądku, kamienie w pęcherzu, wszawicę ogona i zeza zbieżnego. Biedak! Do tego cierpi na depresję, ma przywidzenia i jest uzależniony od alkoholu.
- Leon? Kto to jest Leon? - Zapytałem.
- Mój kot. - Odparł spokojnie.
- Przecież powiedział mi pan, że to nie jest pana kot!
- Tak powiedziałem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz